Skandynawskie skanseny a archeologia

Skandynawskie-skanseny-a-archeologia

Archeologię można dobrze sprzedać

 

Do niedawna wystarczało umiejętne wydobycie zabytku z ziemi i jego konserwacja. Dziś archeologię trzeba umieć sprzedać. Ba, ale jak pogodzić na przykład ochronę średniowiecznego miecza z atrakcyjnością potrzymania go w ręku przez każdego, kto ma na to ochotę? W jaki sposób zaspokoić ciekawość amatora-odkrywcy i jeszcze na tym zarobić?

Archeolodzy, miłośnicy tej nauki i bezrobotni znaleźli rozwiązanie – skanseny archeologiczne.

LUDZIE CHCĄ DOTYKAĆ PRZESZŁOŚCI

Mury uniwersyteckie co roku opuszcza znaczna liczba magistrów archeologii. Dla wielu praca w zawodzie pozostaje jedynie marzeniem. Niektórzy z nich zauważyli jednak wzmagający się ruch turystyczny, a także wzrost zainteresowania historią i pradziejami. Żywym dowodem na to są np. kolejne rekordy frekwencji, odnotowywane na biskupińskich festynach. Niewiele już osób zadowala czytanie fachowej literatury lub oglądanie zabytków przez szybkę muzealnej gabloty. Ludzi chcą – dosłownie – dotykać przeszłości.

Dobry przykład dali Skandynawowie. Jak grzyby po deszczu powstawały u nich skanseny. Skansen to po szwedzku szaniec. Nazwa ta przyjęła się powszechnie od czasu ekspozycji 150 przykładów architektury drewnianej, wystawionej w 1891 roku przez Artura Hazeliusa na terenie dawnych szańców w Sztokholmie.

NIE ZWIEDZAJĄCY, ALE UCZESTNIK

Obecnie oferta jednego z najsłynniejszych centrów archeologii doświadczalnej w duńskiej miejscowości Lejre, to świetnie zaplanowana rozrywka, połączenie zabawy i nauki, pochłaniająca na wiele dni. Nazwę „zwiedzający” zastąpiono słowem „uczestnik”. Nie bez powodu – turysta przebrany w ubiór z odpowiedniej okresu może próbować życia w epoce kamienia, łupiąc narzędzia krzemienne. Może trochę pożyć w epoce żelaza, walcząc na miecze lub składając ofiary na świętych bagnach, może zasmakować w zupie przygotowanej według dawnych receptur przez współczesnych Wikingów.

Na terenie naszego kraju, głównie w Wielkopolsce, działa dziś prawie dziesięć skansenów promujących archeologię. Drugie tyle ma powstać w niedalekiej przyszłości. Ideę podchwyciły społeczności lokalne, które chcą, by takie obiekty stały się atrakcjami turystycznymi, mającymi ożywić ich regiony.

Zlokalizowanie skansenów w okolicach dużych miast, a także przy powstających autostradach, to szansa na dobry interes, ponieważ projekt nie ogranicza się przecież do odtwarzania domostw ludzi żyjących przed wiekami, lepienia garnków, inscenizacji bitew lub strzelania z łuku. Pociąga to za sobą konieczność rozbudowy infrastruktury: parkingów, campingów, gastronomii, sklepów z pamiątkami.

Ten – jak się wydawaje – pozbawiony mankamentów pomysł jest realizowany w Polsce dzięki środkom prywatnym oraz dotacjom z pieniędzy podatników.

RODZĄ SIĘ NOWE POLSKIE SKANSENY

Warto zwrócić uwagę na takie wioski archeologiczne, jak w Tarczynach (woj. warmińsko-mazurskie), stawiana wyłącznie ze środków prywatnych lub w Woli Radziszowskiej (25 km od Krakowa), zbudowana, i wciąż budowana, przez studentów oraz licealistów, którzy „zorganizowali się” w stowarzyszeniu.

Wkrótca ma powstać skansen w Trzcinicy – nazywanej Karpacką Troją, odtworzenie średniowiecznej emporii handlowej – dawnego Truso w Janowie, stworzenie kopii słowiańskiego grodu w Łomży, przekształcenie w park archeologiczny pozostałości grodziska na warszawskim Bródnie, zbudowanie wioski Wikingów na wyspie Wolin. Podobne ambicje mają również mieszkańcy Barłożna (woj. pomorskie), Łęczyna (woj. zachodniopomorskie) oraz Jadowników koło Brzeska. Pomysłodawców łączy to, że nie czekają bezczynnie, ale już czynią zabiegi o pozyskanie niezbędnych funduszy, sponsorów. Łączą ich też zapewnienia, że u nich ma być „drugi Biskupin”.

Źródło: PAP Nauka w Polsce | www.naukawpolsce.pap.pl
Fot: freeimages.com

Skomentuj